• 31 MAR 16

    „Aktywni” uczą jak żyć z cukrzycą, a nie na nią chorować!

    Jak lekarz zajmujący się na co dzień pacjentami z cukrzycą postrzega ich chorobę?

    Przede wszystkim z perspektywy liczb. Spotykam się z pacjentami w określone dni i o określonych godzinach – data i godzina to już pewien zestaw liczb, tak samo jak liczba pacjentów, których mam przyjąć. Rozmawiamy o poziomach glikemii, dawkach insuliny, poziomie hemoglobiny glikowanej (parametr oceniający stopień wyrównania metabolicznego), ciśnieniu tętniczym, stężeniu albumin w moczu, masie ciała, częstości występowania epizodów neuroglikopenii (niedocukrzenia), parafrazując pewnego Duńczyka: liczby, liczby, liczby, liczby… a to dopiero ich początek.

    Teraz świeżo zapisane w historii choroby pacjenta liczby zaczynają w mojej głowie interferować z liczbami, które przez lata były przeze mnie kolekcjonowane podczas studiowania literatury medycznej, wykładów, seminariów, rozmów z autorytetami, prowadzenia badań naukowych i wszystkich innych rodzajów aktywności, które pomagają lekarzowi uczyć się swojego zawodu, a czasem również rozwijać zainteresowania. I właśnie z perspektywy wzajemnych relacji liczb (choć może się to kojarzyć z filmem „Piękny umysł”) lekarz postrzega swojego pacjenta i zawsze jest przerażony: bo hemoglobina glikowana jest za wysoka, co statystycznie w istotny sposób zwiększa ryzyko odległych powikłań;  bo pojawił się białkomocz i to statystycznie zwiększa ryzyko niewydolności nerek, bo hipercholesterolemia i wzrost ryzyka chorób układu krążenia, bo za niskie glikemie poranne, bo dializoterapia, bo utrata wzroku, bo zawał, bo amputacja, bo przedwczesny zgon w stosunku do populacji ogólnej… i jak ja mam postrzegać jako lekarz cukrzycę?

    Z perspektywy liczb cukrzyca jest chorobą, której diabetyk powinien podporządkować całe życie. Kontrola glikemii – najlepiej ciągła i cały czas nadzorowana, nie tylko przez algorytmy elektroniczne, ale również przez czujnego i doskonale znającego swoją chorobę pacjenta. Insulina, najlepiej ciągle, w pompie, a jak nie ma to dużo wstrzyknięć, jak najwięcej. Dieta – dieta to podstawa. Przede wszystkim dieta! Ale jeszcze wysiłek fizyczny – dobrze zbilansowany, systematyczny, niezbyt wysilony, a przede wszystkim żadnego ekstremum. Tryb życia najważniejszy –  powtarzalny, najlepiej według tego samego wzorca – jak jest powtarzalność to bezpieczniej i stabilniej. Problem to weekend, przecież praca i cukrzyca nie idą w parze – jak się wyeliminuje pracę to i problem z weekendowym odstępstwem od schematu jest mniejszy i na leczenie cukrzycy robi się więcej czasu, a przecież w wolnej chwili trzeba jeszcze dokładnie stopy obejrzeć – butów lepiej w ogóle nie zakładać – stopy w powietrzu są najbezpieczniejsze…

    Tu pojawia się miejsce na wielkie podziękowanie dla „Aktywnych z cukrzycą” i ich charyzmatycznego lidera, że uświadomili mi, że cukrzyca to nie liczby, a z cukrzycą trzeba przede wszystkim żyć, a nie tylko na nią chorować.

    Dzięki Gienek!

    P.S. … i gratuluję dwóch AKTYWNYCH lat!

    Andrzej Berman
    Specjalista: Chirurg ogólny
    Przychodnia Lekarska MediSpace

    [/vc_column_text][/vc_column][/vc_row]